niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 11: ,,Słowa dla których warto żyć.''

* Amy *
Myślałam, że ten wyjazd mi pomoże zapomnieć, a tu wszystko nagle powraca. Victor, który mówi, że mnie kocha i jeszcze Nicky jest w szpitalu. Ja nie daje rady, nie mam siły tego ogarnąć.
- Amy masz już wszystkie rzeczy dla Nicole? - spytał Will.
- Tak tu jest wszystko. - odparłam i wskazałam na torbę leżącą na kanapie.
- Dobra to jedziemy. - powiedział po chwili i wziął torbę do samochodu.
Dobry z niego kumpel. Zawsze można na niego liczyć. Razem pojechaliśmy do szpitala, w drodze Will zajechał do kwiaciarni po kwiaty dla Nicky. Miło z jego strony. Gdy byliśmy na miejscu spytałam jednej z pielęgniarek gdzie leży moja siostra. Ona zaprowadziła nas do sali, był tam już Luke. Oj nie będzie miło.
- Cześć Luke, sorki ale mógł byś zostawić nas samych z Nicky?
- Jasne Am. - odparł i z zdenerwowaniem w oczach spojrzał w kierunku Will'a.
Ja nie wiem, dlaczego oni tak siebie nie lubią? Dobrze, że to miejsce publiczne, bo obaj wyglądają tak jakby się mieli tu zaraz pobić. Gdy tylko Luke opuścił sale usiedliśmy na krzesłach przy łóżku Nicole. Wyglądała na bardzo słabą, ale mimo to próbowała się do nas uśmiechać. Zaczęła nam opowiadać co się wczoraj wydarzyło i choć mówiła stosunkowo cicho, to zrozumieliśmy każde słowo. Było mi jej szkoda, to wszystko przez to, że zobaczyła Luke'a z jakąś inną dziewczyną. Jak on może?! Myślałam, że zależy mu na Nicole. A on tu nagle przytula się do jakiejś innej, a to wszystko na oczach mojej siostry. Will też się na niego wkurzył, o wiele bardziej niż ja. Może to dlatego, że jesteśmy dla niego jak siostry, a on chce nas chronić. Gdy tylko moja siostra skończyła nam opowiadać wczorajsze zdarzenia, William wkurzony wyszedł na korytarz. Poszłam za nim, wiadomo co on chce zrobić? Na korytarzu siedzieli chłopcy, na mój widok każdy łącznie z Luke'iem się uśmiechnął.
- To przez ciebie Nicole jest w szpitalu! - krzyknął Will i szarpnął Luke'a za koszulkę.
- Jasne. - ironicznie odparł Luke i głupkowato się do niego uśmiechnął.
Po chwili obaj zaczęli sobie wrzucać niezbyt ładnymi epitetami. Z niepokojem na twarzy spojrzałam na Ash'a i resztę.
- Proszę o spokój. - powiedziała przechodząca obok nas pielęgniarka.
Will i Luke nic sobie z tego nie robili i już po chwili William uderzył  Luke'a z pięści w twarz.
- Will przestań! - krzyknęłam i próbowałam go odciągnąć na bok.
Ashton, Calum i Michael zrobili to samo z Luke'iem. Postanowiłam, że lepiej będzie jak obaj zejdą sobie z oczu, poprosiłam Will'a, aby odwiózł mnie do domu. Wróciłam więc jeszcze do sali by pożegnać się z siostrą i razem z William'em pojechaliśmy do domu.

* William *
Martwię się o Nicole, ona jest naprawdę dla mnie ważna. Po wysłuchaniu jej historii z Luke'iem, zdenerwowany zerwałem się z krzesła i wyszedłem na korytarz. Gdy tylko zauważyłem tego dupka, siedzącego na ławeczce, podszedłem do niego i zacząłem mu wrzucać, aż w końcu nie wytrzymałem i moja pięść trafiła go prosto w twarz. Amy zaczęła mnie powstrzymywać, po kilku jej naciskach odpuściłem. Poprosiła mnie, aby odwieźć ją już do domu. Więc tak zrobiłem, a sam postanowiłem pokręcić się po mieście. Po chwili dostałem sms-a od Nicole. ,,Jutro rano wypuszczą mnie ze szpitala. Jak ja się cieszę. Przyjedziesz po mnie ? / Nicky :3." Odpisałem jej, że jasne i ruszyłem po jakiś drobiazg dla kochanej Nicole.

* Ashton *
Po tym incydencie w szpitalu pojechałem za Will'em. Chciałem dziś spędzić czas z moją Amy. Widać, że jest w kiepskim stanie, boję się o nią.
- Napijesz się czegoś? - spytała gdy wszedłem do mieszkania.
- Nie, dzięki. - odparłem i mocną ją przytuliłem, ale to nic nie pomogło nadal na jej twarzy malował się smutek.
Próbowałem z niej wyciągnąć dla czego ma taki zły humor. No wiadomo jej siostra jest w szpitalu, ale moim zdaniem chodzi tu o coś jeszcze, o kogoś, o Victor'a. Wkońcu nie wytrzymała i wybuchła płaczem - ,, Ash my nie możemy być razem, boje się, że Victor ci coś zrobi. A ja bym tego nie zniosła ... ." Nie dałem jej skończyć, tylko czule objąłem i pocałowałem. Fakt też się boje co ten Victor  planuje, ale to nie zmienia faktu, że Am jest najważniejszą osobą w moim życiu.

Nie boję się niczego, liczy się tylko nasze szczęście, nikt nam tego nie zabierze.

Po pocałunku na twarzy Am znów pojawił się uśmiech, uwielbiam jak się uśmiecha. Aby jeszcze troche poprawić jej humor postanowiłem zabrać ją w jedno miejsce. Zgodziła się i przez całą drogę pytała gdzie jedziemy.
- Zamknij oczy. - powiedziałem gdy dojechaliśmy.
Aby o nic się nie potknęła wziąłem ją na ręce i zaniosłem na miejsce.
- Już możesz otworzyć. - powiedziałem.
- Oooo ... Ash sam to zrobiłeś? - spytała zachwycona Am.
- No chłopaki mi trochę pomogli. - odparłem i oczekiwałem na jej reakcję.
- Jest cudownie.
No cóż mogę być z siebie dumny, kolacja pod gwiazdami, nad jeziorem. Wokół nas pozapalane świeczki. Amy wyglądała na szczęśliwą. Po chwili podeszła do mnie, mocno przytuliła, a potem wyszeptała te najpiękniejsze na świecie dwa słowa - Kocham cię.
- Ja ciebie też i ten Victor mi cię nie zabierze.
Potem delikatnie ją podniosłem, tak że jej nogi nie dotykały ziemi i namiętnie pocałowałem. Ta chwila była cudowna, całe życie mogło by tak wyglądać. Każda chwila spędzona z tą osobą, którą kochasz, dla której żyjesz, dla której bije twoje serce.


☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺☺
A ten rozdział jest dla tajemniczego przystojnego boy, którego Sander spotkała dziś na mieście. Very podobny do Luke'a. No po prostu nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Aww... ♥
Sander XsX & Jane XaX ♫♫♫

1 komentarz: