niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 7: ,, Tylko na Ciebie mogę liczyć. "

* Amy *
Było około 10, a ja nadal leżałam na łóżku i wpatrywałam się w już nieco uschnięte kwiaty od Ashton'a. Nie wiem dlaczego, ale nie miałam serca ich wyrzucać. Gdy tylko się budziłam, patrzyłam na nie i widziałam ten jego uroczy uśmiech. W końcu podniosłam się by sięgnąć po telefon leżący na biurku. Postanowiłam napisać do Ashton'a, już od dawna miałam to zrobić, ale zawsze miałam jakieś złe przeczucia. Tym razem chęć ujrzenia jego twarzy była silniejsza ode mnie. Szybko wystukałam tekst : Hej, może miał byś ochotę się dziś spotkać? Amy. I wysłałam. Potem zwlekłam się z łóżka i zaczęłam się ubierać. Wybrałam biały T-shirt, granatowe rurki i fioletowy sweterek. Gdy tylko skończyłam się ubierać usłyszałam dźwięk mojej komórki, Ashton wysłał mi odpowiedź : No jasne. Tylko gdzie i o której? Ash :) Hmmm ... . No właśnie, gdzie? Stałam tak na środku pokoju i zastanawiałam się nad miejscem spotkania. Nagle mnie oświeciło, park! Może tym razem nie zaliczę jakiejś gleby. No i napisałam mu kolejnego sms-a :W parku, o 12. Amy.
Jakoś po tym jak mnie przeprosił i dał mi te kwiaty zupełnie zmieniło się moje nastawienie do niego. Już nawet zapomniałam jakie to miłe dostać prezent od chłopaka, ale ja jednak chciałam zapomnieć o tym co się kiedyś zdarzyło ... .
- Ja wychodzę, pa siostrzyczko. - powiedziałam wychodząc.
- Jasne leć do tego Luke'a.
Dzień był przepiękny, na niebie nie było ani jednej chmurki, powiewał też delikatny orzeźwiający wietrzyk. Ruszyłam szybkim tempem, bo nie chciałam się spóźnić, a zwykle tak było. Na szczęście tym razem mi się udało, byłam jakieś 10 minut przed czasem. Usiadłam na jednej z ławeczek i szczęśliwa czekałam na Ashton'a.
- Hej misiaczku. - nagle usłyszałam jego rozradowany głos.
- Jeszcze raz tak do mnie powiesz i cię spoliczkuje. - oznajmiłam, a po chwili wybuchłam śmiechem.
Ashton się do mnie dołączył, a ludzie przechodzący obok patrzyli na nas jak na dwójkę wariatów. Gdy już skończyliśmy się śmiać Ashton znów wręczył mi bukiet kwiatów, tym razem były to stokrotki. Gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Wspominaliśmy nasze 1, niezbyt udane spotkanie. Potem poszliśmy do kawiarenki, gdzie Ash zamówił dla nas kawę i ciasto. Już od dawna nie miałam tak udanego popołudnia. Naprawdę świetnie czuje się w jego towarzystwie. Trochę to dziwne, bo jeszcze niedawno tak strasznie go nie lubiłam ... . Gdy tak sobie rozmawialiśmy w drzwiach ujrzałam Luke'a. Pomachałam do niego i już po chwili we trójkę siedzieliśmy przy stoliku.
- Masz już jakiś pomysł? - spytał.
Miałam, już tamtego spotkania nad nim myślałam. Mój plan był dopracowany ze szczegółami. Luke miał  zaprosić Nicole do kina na jakąś komedie romantyczną.
- A prezent?
- No bukiet czerwonych róż, tak klasycznie. Nicky tak lubi.
Ashton'a bardzo bawiło to moje doradzanie Luke'owi. Ciekawe czy sam to potrafił by przygotować taką idealną randkę. Luke był prze szczęśliwy, życzę mu i Nicky jak najlepiej. Ale pogodzić się z nią to nie będzie mu łatwo, strasznie ją wkurzył. Ta sukienka tak jej się podobała, a teraz jest do wyrzucenia. No ale może mu się uda, fajną by byli parą. Po 30 minutach rozmowy Luke poszedł, ja z Ashton'em też już wychodziliśmy. Ash zaproponował, że mnie odprowadzi, zgodziłam się.  Nie chciałam wracać sama, a poza tym jakoś lubię jego towarzystwo.Gdy byliśmy już pod domem powiedział mi : ,, Wiesz Amy, ja cię bardzo lubię. ''
* Ashton *
Gdy odchodziłem spod jej domu miałem taką wielką chęć jeszcze raz na nią spojrzeć.Ten dzisiejszy dzień to chyba jakiś sen. Cały wolny czas spędzony z Amy, no po prostu nie realne. To chyba jakiś żart, przecież jeszcze kilka dni temu mnie nienawidziła, a teraz ... .Po powrocie do domu włączyłem sobie telewizor, położyłem się na kanapie i zacząłem oglądać jakiś film. Amy bardzo mi się podoba, ale ... . Już wtedy gdy pierwszy raz zobaczyłem ją w parku coś się ze mną stało. Nigdy nie spotkałem takiej ładnej i miłej dziewczyny jak ona. Kurde ja głupi nie wiem jak jej to powiedzieć, jak wyznać jej moje uczucia. Leżałem tak sobie i rozmyślałem gdy otrzymałem sms-a, był od Amy: Dzięki za mile spędzone popołudnie. :) Amy. Po chwili zastanowienia odpisałem jej: Ja też dziękuje, fajnie było z tobą spędzić czas. Ash <3 Po wysłaniu wiadomości wziąłem się za robienie kolacji, bo chłopaki mieli wpaść na coś w stylu wieczór gier, no, a oni bez jedzenia nie przeżyją. Fajnie mieć takich kumpli jak oni, są dla mnie jak bracia. Zresztą zespół to moje spełnienie marzeń. Moje życie jest prawie idealne, tylko Amy w nim brakuje ... .

To właśnie ty jesteś sensem mojego życia, dla ciebie bije moje serce.

* Nicole *

Amy cały czas wychodzi z domu, natomiast ja muszę zostawać sama. Denerwuje mnie to, w pewnych momentach zastanawia mnie to czy ona przypadkiem nie chodzi z Luke'iem. No, ale zawsze była taka skryta, nigdy nic nie wiadomo. Dawno się nie widziałam z William'em - stwierdziłam. Gdy tylko przyszło mi to do głowy, zaczęłam do niego wydzwaniać. Odebrał za trzecim razem.
- Hej. - przywitałam się.
- Siema. Co jest, po co dzwonisz ? - spytał tak jakby miał coś do mnie.
- Wiesz, bo ja sobie tak myślę, że może wpadniesz, pogadamy trochę. - zaproponowałam.
- A gdzie jest twój Luke ? - spytał.
- Ymm... Co ten idiota !? Na serio ?! - odrzekłam.
- No wiesz, bo jakieś 2 dni temu z Amy gadałem i ponoć ty coś do niego czujesz. - powiedział.
- Taa... Prędzej to chyba Amy z nim chodzi. Co ty w ogóle myślisz, ja z tym debilem ?!
- Nie. Przepraszam, to jest jednak trochę stara plotka. To o której mam przyjść ? - spytał.
- Możesz i zaraz. - oznajmiłam.
- Okey. To pa...

Za jakieś 15 min. zobaczyłam go u progu drzwi. Przyniósł mi czekoladki na przeprosiny. Natychmiast mu wybaczyłam. Nie mogliśmy się nagadać, bo przecież dwa dni to sporo czasu. Ale także mieliśmy czas na szaleństwo i obejrzenie jakiegoś horroru. Nagle do domu wkroczyła Amy, cała zarumieniona. Zaczęłam płakać. Wyglądało to jakby się z kimś całowała. Cała wkurzona wbiegłam na górę z płaczem. Will pobiegł za mną. Zaczął mnie pocieszać, on zawsze na mnie dobrze wpływa i potrafi mnie rozśmieszyć. Ja chyba zawsze będę mogła na nim polegać. I ten jego charakterystyczny śmiech. Haha... I jak tu nie lubić takiego fajnego kolesia. Uspokoił mnie i powiedział, że będzie wszystko dobrze. Następnie pożegnał się i poszedł. A ja zasnęłam.

* William * 
Co ten Luke zrobił Nicole, przecież ona jest w ciężkim stanie. Martwię się o nią. Przez całą drogę myślałem, jakby jej tu pomóc. Gdy nagle wpadłem na kogoś. Był to ten chłopak przez, którego cierpi moja najlepsza przyjaciółka.
- Jak chodzisz debilu? - krzyknąłem.
On się wkurzył, i po chwili uderzył mnie z pięści w twarz. Poczułem ogromny ból ... .
Oddałem mu z całej siły, tak że aż upadł na chodnik, a z jego nosa popłynął maleńki strumyczek krwi.
- Odwal się od Nicole! - krzyknąłem i ruszyłem w kierunku domu.
Byłem z siebie dumny, nieźle oberwał ten idiota. Może teraz zostawi Nicky w spokoju. Natomiast ja odniosłem małą kontuzje, tylko limo pod okiem.

/\ /\ /\ /\ /\ /\ /\ /\ /\ /\ /\ /\ /\ /\ /\ /\ /\ /\ /\ /\
No i mamy mocne zakończenie. Szkoda Luke'a ;( 
Sander XsX & Jane XaX ♥



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz